Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 830 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Audaces Fortuna Iuvat – śmiałym szczęście sprzyja.

poniedziałek, 13 stycznia 2014 15:17

Nie wiem od czego zacząć. Właściwie nawet nie wiem, dlaczego weszłam na bloga, chyba jest mi źle. Czytałam swoje wszystkie poprzednie notki i doszłam do bardzo ciekawego stwierdzenia - co notka, to inny nastrój. Od zawsze byłam rozchwiana i nic się w tej kwestii nie zmieniło. 3 lata temu pisałam, że podobno najlepszym okresem w życiu są lata "18 - 22". Skończyłam już 22 i w tym roku będę mieć 23. Czy to oznacza, że najlepsze lata są już za mną? Płakać mi się chce. Tak bardzo jestem zła na siebie, że nie potrafię przestać się zamartwiać. Chciałabym żyć z dnia na dzień, nie martwić się (jeszcze) o przyszłość, korzystać z życia. Co w tym trudnego? Nie wiem. Ale ja się boję. Stale planuje, stale się czymś martwię, stale mam coś na głowie, stale opracowuję strategię, stale coś.

*jestem z chłopakiem już/dopiero rok i 4 miesiące. Jestem zakochana, jestem szczęśliwa, z dnia na dzień bardziej go kocham. Ale... zawsze chciałam być sama, zawsze uważałam, że powinnam najpierw myśleć o sobie, a potem o związku. I tak też chyba się dzieje, a to stwarza problemy. Zawsze uważałam, że łatwiej jest być w życiu samej, i to podejście się nie zmieniło. Nie wiem czy mogę liczyć na chłopaka. Wiem, że on mnie kocha i w ogień by za mną skoczył, wyjechał by dla mnie na drugi koniec świata, rzucił by dla mnie wszystko (w zasadzie już rzucił). Ale on mnie chyba do końca nie rozumie. On ma to podejście do życia jakie ja chciałabym właśnie mieć. Żyje z dnia na dzień, myśli tylko o tym co jest teraz. Jedynym jego planem na życie jest ożenić się ze mną i zamieszkać. Ale jak to zrobić, skąd wziąć kasę, gdzie zamieszkać - o tym już NIE myśli.

 

*mam mnóstwo długów. Zrobiłam kurs wart 3 tysiące, spłukałam się całkowicie. Tata jeszcze daje mi coś tam kasy, ale po opłaceniu studiów, mieszkania i kursu zostawało mi jakieś 500 zł NA MINUSIE. Musiałam pożyczyć, teraz nie mam z czego oddać...

 

*nie mogę znaleźć pracy. Do cholery co się dzieje z tym krajem, nawet na stanowisko sprzątaczki trzeba mieć 3 lata doświadczenia. Jestem załamana tym faktem. Tym bardziej, że jak nie znajdę pracy, to muszę wrócić do domu na wieś. A tam nie jest mi dobrze, tam łapię depresję...

 

*chcę wyjechać z Polski. Nie widzę tutaj swojej przyszłości. Nie mogę znaleźć pracy, nie wiem gdzie byśmy z chłopakiem zamieszkali (na pewno nie u mnie i nie u niego, a mam wrażenie, że na nic innego nie będzie nas stać). Chcę zwiedzać świat, chcę mieć pieniądze na weekendowy wyjazd gdzieś, na wyjście do kina. Chcę żyć na normalnych warunkach. A tego nie uda nam się z chłopakiem osiągnąć. Poza tym ja chcę w mieście, on na wsi. Nie dogadamy się, musimy wyjechać. Z tym, że ja chcę, on nie chce.

 

*Poszłam na magisterskie studia zaoczne oddalone od mojego zamieszkania 300 km. Zjazdy wykańczają mnie psychicznie, fizycznie i finansowo. Nie sądziłam, że będzie tak ciężko. Ale w końcu prestiżowa uczelnia... Zbliżam się do sesji, do końca I semestru, do 1/4 drogi. Tak mało.

 

*jestem na 7 dni diety kopenhaskiej. Nie robię jej już w ukryciu, jak zawsze. odchudzamy się razem z koleżanką. Bardziej chodzi mi o oczyszczenie organizmu z jedzenia i alkoholu, jakiego w ostatnim miesiącu było stanowczo za dużo. Jestem głodna, a przez to smutna. Roznosiłam dzisiaj CV po galeriach i co chwilę musiałam wyjść na zewnątrz, bo robiło mi się słabo. W niedzielę ostatni dzień, tak dużo zostało, aj...

 

*nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem dalej. Utknęłam w martwym punkcie. Muszę się przygotowywać do testów sprawnościowych do jednej ze służb. Mam wrażenie, że nie przejdę tego, że się nie dostanę. Muszę opłacać mieszkanie, a nie mam pracy, więc będę mieszkać w domu, ponieważ moja mama nie akceptuje tego. Albo będę ją kłamać, że mam pracę. Nie chcę mieszkać w domu, bo strasznie mnie to dobija, kłócę się z mamą, nie mam tam co robić, stale wegetuję, czego najbardziej na świecie nienawidzę. Utknęłam i nie wiem co dalej. 

 

Mogłabym powiedzieć "byle do wakacji", bo wtedy chcę jechać do pracy za granicę. Ale "byle do wakacji" oznacza odliczanie czasu. A ten czas i tak za szybko ucieka, po co go poganiać? Chcę żyć chwilą, myśleć o teraźniejszości, a tak bardzo tego nie potrafię...


oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

O moim bloogu

„Młody będziesz tylko raz wiec nie marnuj sił Nie bądź głupcem to twój czas Wykorzystaj go”